O Nas  -  O Rasie  -  Aktualności  -  Nasze Psy  -  Wystawy  -  Szczeniaki  -  Mioty  -  Galeria  -  Księga Gości  -  Linki  -  Kontakt

 

JAK POSTRZEGAJĄ GRZYWACZE HODOWCY/WŁAŚCICIELE 

 

Anna Rychlewska (hodowla 'Lavandula'): Ciężko mi napisać cos złego na temat grzywaczy...
na pewno nie ma idealnej rasy pod względem charakteru, ale akurat dla mnie grzywacze są po prostu idealne pod każdym względem
w domu cichutkie na kanapie śpiące i z taaaaaaak wielkim sercem ,tak oddane. Na spacerach żywioł, po prostu bardzo wesołe psy, mega szybkie i sprytne.
PO PROSTU CUDOWNE!!!!

Anna Kusal (hodowla 'Shadow White'): Zalety, choć może nie każdy lubi taki typ charakteru, a więc:
- są strasznymi pieszczochami
- są skoncentrowane na swoim człowieku i stadzie, stad łatwość współpracy z nimi
- chętne do nauki
- niesamowicie sprawne i szybkie
- uwielbiają się bawić, ale jeśli my na to nie mamy nastroju, potrafią zająć się zabawkami lub zwyczajnie śpią gdzieś obok czekając na poprawę naszego humoru
-stosunkowo rzadko maja problemy zdrowotne
-potrafią rozśmieszyć do łez - maja przebogata mimikę
-świetnie dogadują się z innymi zwierzętami w domu

A przede wszystkim - są jak chipsy - nigdy jeden nie wystarcza :)

Małgorzata Kaszowska (właścicielka HURICANE Poarott): Są to psy, które bardzo przywiązują się do właścicieli, wesołe, nie agresywne. Szczególnie polecam dla rodzin z małymi dziećmi - u mnie zdała ta rasa egzamin na 6! Moje dziecko jest astmatykiem - i nie mam żadnych problemów - a mam odmianę PP. Bardzo szybko się uczą.

Dorota 33 (właścicielka GIZMO Per Bene): Mam grzywacza od dłuższego czasu. Jest nie szczekliwy, w domu bardzo posłuszny, przyjacielski, uwielbia inne zwierzęta, nigdy nie chorował, wspaniale bawi się z dziećmi, trochę wybredny jeżeli chodzi o jedzenie. Nigdy bym nie zamieniła tej rasy na inną!!!

Marta Chmielewska (hodowla 'Hossa Vija'): nie uważam chińskie grzywacze za psy inteligentne. Może i są, ale jakoś inaczej. I mając wieloletni kontakt z psami innych ras uważam, że nie są zbyt bystre.  Może nie wszystkim się to podoba, ale dla mnie bardzo ważne jest, żeby pies był kontaktowy, posłuszny i bardzo chętny do współpracy z człowiekiem. Grzywek nie spełnia moich oczekiwań. Z reszta inne grzywki które poznałam też.
To słodkie pieszczoszkowate pieski, o bardzo silnym instynkcie własności (moje moje i moje twoje), bywają przekorne i nad całokształt przekładają własny interes. Mają cechy, których nie lubię u ludzi. Nie są dobroduszne, poczciwe, opanowane (histeria...)

Wydaje mi się, ze jednak nie do końca wychowanie ma absolutny wpływ na psa. Predyspozycje rasy i cel do której została wyhodowana raczej przodują. Można jedynie te predyspozycje dobrze wykorzystać albo źle ukierunkować. Generalnie psy azjatyckie, może bardziej rasy chińskie, psy typu pierwotnego, naturalnie ukształtowane bez nadmiernej ingerencji człowieka, do tego w dość nietypowym dla nas Europejczyków społeczeństwie są psami trudnymi i niezależnymi. Głównie wynika to pewnie z tego, ze w tych krajach pies spełnia inną role, zwykle towarzyszył człowiekowi z boku, często musiał sobie sam radzić. Stąd to decydowanie co im się przyda a co nie, stąd problemy z wychowaniem itd. Uważam też, że fani konkretnej rasy nie są obiektywni i zdecydowanie przeceniają walory psa. Dla każdego jego pies będzie naj inteligentniejszy a rasa najwspanialsza. Ja mając wiele psów w domu stawiam chińczyka najniżej pod względem inteligencji (w moim psim gronie, nie generalizując).
Jest różnica miedzy zdolnością psa do podejmowania działania, samodzielnego myślenia i zdolności obserwacji od bezmyślnego choć szybkiego powtarzania wyuczonych komend.

I cieszę się, że jest tyle ras i człowiek może dobrać do siebie swój ideał. O ile charty, psy myśliwskie należą do tej myślącej grupy, o tyle chińczyka bym tam nie umieściła. Bo jakie miał zadanie, poza tym, ze był i niektórym smakował...
Co jeszcze... wychodząc na spacery z małym dzieckiem w wózku i trzema psami w dużym mieście MUSIAŁAM mieć psy posłuszne. Pudel i staffik zawsze szły grzecznie przy wózku, a Polcia... ech...
Uważam też, że chińczyki są zaczepne, szukają zwady a potem uciekają z krzykiem. O histeri mówiłam dosłownie. Nigdy nie traktowałam swoich psów ulgowo, nie rozpieszczałam Polki (za to mnie chyba tak kocha), ona po prostu jest histeryczka i tyle. U weterynarza podczas szczepienia wskoczyła mi z wrzaskiem na głowę i wczepiła sie pazurami we włosy. W życiu czegoś takiego nie widziałam.
Chińczyk to chińczyk. Albo się go pokocha, albo nie.
Podobnie kwestia nieufności do obcych. Dla jednych jest to zaleta, dla innych wada. Pola jest podziwiana ale nie lubiana, bo nikomu nie da się pogłaskać. Ja jestem otwarta i lubię towarzystwo, ona nie. Staffik jest jak babo chłop, szczera, kocha ludzi i wszyscy o nią pytają. O Pole nie.
To oczywiście tylko moje zdanie. Moje, moje, moje!!!

Magdalena Kućko (hodowla 'Gattaca'):  Grzywacze według mnie są jak beztroskie dzieci, które by się tuliły, tuliły i jeszcze raz tuliły... :) Na naukę nie narzekam... posłuszne są, szybko opanowały podstawowe komendy, ale mam wrażenie, że jak do nich mówie to jednym uchem wlatuje drugim wylatuje - chyba, że.... chyba, że mówie coś co jest dla nich korzystne - komendy typu 'damy ciasteczko' rozumieją bezbłędnie i opanowały je za pierwszym podejściem! Czasami są 'głuche na polecenia' - ale myślę, że to kwestia wychowania, a że moje są rozpieszczone to jest jak jest ;)
Uwielbiają być w centrum uwagi, jak nie są to histerycznie zwracają na siebie uwagę... jak coś chcą to musza to dostać... jak chcą spać to nie wolno im przeszkadzać, jak chcą biegać, to dopóki się nie zmęczą nie da rady ich zatrzymać... Świetnie umieją owinąć sobie Pana wokół palca... jednym słowem świat musi się kręcić wokół nich!!!
Ale ja je za to uwielbiam!!! :)

Paulina Korbaczyńska (właścicielka  Sasquehanna WOJSKI - Marcel): Ja przed zakupem Marcela niewiele wiedziałam o ich charakterze. Teraz mogę powiedzieć, że to najlepsza rasa z jaką miałam do czynienia!!! Miałam styczność z wieloma psami i mogę powiedzieć, że ze wszystkich grzywacz ma najlepszy charakter - przynajmniej dla mnie, dla mojej rodziny, znajomych i grzywaczo maniaków.
Wielu moim znajomym Marcel z wyglądu się nie podoba, ale lubią go bardzo właśnie ze względu na to jaki jest - łagodny, przyjacielski, wesoły, bystry i uroczo roztrzepany :)

Anna Węglińska (właścicielka  DROPSIKA z Gangu Łysych, CANNANAS Odelli i KARATA Pastoral): Naj ukochansze pieski na ziemi na pewno nie można się przy nich nudzić.

Halina Kućko (hodowla 'Gattaca'): W 2004 pierwszy raz usłyszałam o grzywaczach. Zaskoczyło mnie to, że jedna rasa a tak bardzo się różnią między sobą pojedyncze egzemplarze. PP, nagie, kolorowe, duże, małe (nie tak jak jamniki, dalamtyńczyki, sznaucery).  Odkąd mamy grzywacze zafascynował mnie charakter tych psów!!!
Mamy też sznaucerkę miniaturową, która właściwie większą część życia spędza śpiąc gdzieś w kacie (ewenement?!). Prawie jej 'nie ma'.
Dwa lata temu straciłam prace. Bezgranicznie pokochałam grzywacze za to, że są cały czas tak blisko nas. Zawsze można z nimi pogadać, dotknąć, przytulić. To, że skupiają na sobie całą uwagę jest antitodum na samotność, pustkę, nudę.
Nikt tak nie potrafi wyprowadzić z depresji jak grzywacz!!!

Iwona (właścicielka Kasiopei z Jasne Hvezdy, Hanako Mya Garden Roses): Muszę przyznać, że z początku mojej fascynacji urzekł mnie wygląd nagich grzywaczy. Mój pierwszy kontakt i "macanie" grzywacza" odbył sie na wystawie w Ustroniu i od tego momentu gdzieś w mózgownicy zapadła decyzja o nabyciu takiego pieska. Jednak nie tak od razu zdecydowałam sie na zakup- trzy lata trwało / a 7 m-cy poszukiwanie suczki / zanim w naszym domu pojawiła się Kesi. W tym czasie poszukiwałam "wiedzy" na temat rasy- ale sami wiecie jak to wygląda. Na stronach hodowli - zazwyczaj same superlatywy - w rozmowach z hodowcami również. Baaaaaardzo długo czytałam dogomanie.pl - czasem dowiadywałam się czegoś pożytecznego, czasem denerwowało mnie / jako poszukującej konkretnej wiedzy - paplanie o niczym lub "ochanie" i "achanie" /.
Jesteśmy spokojną rodziną, w średnim wieku, dzieci już odchowane i "prawie" dorosłe - mają inne zainteresowania i inne rasy im odpowiadają. Dodatkowo mamy już dwie suczki  - jedna kupiona z rozmysłem / po stracie 8 letniej jamniczki - ukochanej szalonej wariatki, która nam dała solidnie popić i popalić swoim nieokiełznanym temperamentem/- po dokładnym zapoznaniu się z charakterem rasy. Chcieliśmy psa o zrównoważonym temperamencie - nie potrzebującym zbyt wiele intensywnego ruchu, nie chcieliśmy wulkana energii / miałam również kiedyś bokserkę - to był wulkan i demolantka /. No i pojawiła się Kali- kochana suczka shar - pei, ale jak ja to określam - trochę autystyczna - żyje w swoim świecie, powolna i zrównoważona, mająca swoje "ja" - najlepiej czuje się w domciu - śpiąc, a na spacerach wąchając każdą trawkę i kwiatki. Potem pozostała w domu córcia Kali - zupełnie różna w charakterze od mamuśki- energiczna, wesoła i przytulaśna. Jednak , po przejściach, nie lubi obcych ludzi - tzn. nie życzy sobie głaskania i bliższych kontaktów. Ze znajomymi jest serdeczna i miła. Obie suczki są "trochę" wyszkolone - tzn. znają podstawowe komendy - te które sa potrzebne do wspólnego zycia- nie uczę ich sztuczek, bo nie mam takiego zamiłowania. Jednak jak przystało na molosy są niezależne i czasem demonstrują to "zwlekając" z wykonaniem komend.
Mając już dwie suki w domu o sporych gabarytach miałam nie lada problem z podjęciem decyzji o pojawieniu się nowej suni - w dodatku malutkiej. Po zapoznaniu się z opiniami o charakterach grzywaczy doszłam do wniosku, ze go zaakceptuje. Kierowałam się tym, że majac dwie spokojne, flegmatyczne suki trochę energii i żywotności przyda się w naszym spokojnym domu, a z drugiej strony własnie spokojny charakter starszych suczek ostudzi trochę temperament grzywacza - i muszę przyznać, że tak jest.  Są szalone zabawy i gonitwy, ale ze względu na "marną kondycje" shar - pei nie trwają one zbyt długo - maja dosyć dają sygnał Kesi, że koniec zabawy i panuje spokój i błogie odpoczywanie, lub Kesi już sama kontynuuje zabawę. Potrafi to robić w bardzo ładny sposób - ślicznie bawi się swoimi zabawkami i jeżeli nikt jej nie towarzyszy nie jest namolna i nie wymusza wspólnego bawienia się. W tym miejscu dodam, ze nie wiem czy odpowiadałoby mi więcej energicznych grzywaczy w domu - i tu właśnie jest moment do zastanowienia się dla przyszłych właścicieli - jak wyobrażają sobie życie z psami - czy spokój, grzeczne spacery, kanapowiec, czy ruch, zamieszanie itp. W naszym przypadku Kesi wniosła do domu trochę więcej życia, radości i zabawy, bo shar - pejki nie są psami radosnymi - raczej stateczne wolno myślicielki - w ten sposób znakomicie uzupełniają się i spełniają moje oczekiwania - Kesi to piesek do przytulania, pieszczenia, pielęgnacji, wzięcia na kolanka - spełnia rolę psa do towarzystwa . Tutaj chce zaznaczyć, że nie traktujemy jej jak zabawkę - jest uczona i szkolona, nie na wszystko jej się pozwala, jej również dotyczą zakazy i nakazy dobrego zachowania. Uczy się szybko i z przyjemnością, niemniej nie bezinteresownie - nagródka musi być, dla niej zrobi bardzo wiele-ale nie wszystko i nie zawsze.
Co do charakteru grzywaczki - bo tylko o Kesi mogę pisać - jest czasem denerwująca pod względem łakomstwa - mało co do buzi nie wejdzie jak czuje, że coś się je i trzeba ją prawie ciągle przywoływac do porządku . Kręci się, wierci, skacze, zagląda do buzi - wszelkimi sposobami stara się coś dostać - oczywiście staramy się ją tego oduczyć - ale wtedy siedzi, patrzy się na człowieka, trzęsie się z emocji i liczy każdy kęs . Z drugiej strony właśnie to łakomstwo jest bardzo pomocne w szkoleniu
Bardzo się bałam, ze wg opinii o psach ras małych będzie szczekliwa / zresztą to było jedno ze standardowych pytań do hodowców /. Nie lubimy szczekliwych bez powodu psów- i tu podjęłam ryzyko - ale Kesi nie należy do szczekusiów - szczeka tylko wtedy kiedy powinna .
Sikanie - no cóż, sikała w domu o wiele dłużej niż czyste pod tym względem shar - pejki.  Zdarzało jej się zsiusiać do 5/6 m-ca życia/ ale w sumie to chyba nasza wina, bo nie była na czas wyprowadzona z powodu np. zabawy i w końcu się zsikiwała/ Raz zrobiła siusiu do własnego kosza, raz na nasze lóżko . Jako szczeniaczek ślicznie załatwiała się na gazetę położoną w jednym miejscu.  Z załatwianiem na dworze nie było najmniejszych problemów. Obecnie jest wyprowadzana na dwór 3/4 razy dziennie i nie załatwia się w domu. Niemniej musze przyznać, że ostatni raz zsikanie w domu było zakończone klapsem w gole dupsko / teraz mi się dostanie / ale od tego momentu przestała definitywnie sikać w domu. Klaps był w momencie sikania i poparty słownym "feeee" i doskonale przez małą skojarzony z wykonywaną czynnością. Proszę mi wierzyć - nie jestem naprawdę zwolenniczka kar - jednak jak już przekonałam się niejednokrotnie - czasem jest konieczne zastosowanie negatywnego wzmocnienia .
Bojaźliwość - mała jest strachliwa , ciekawska ale strachliwa, a może nazwać to "ostrożna" ???
Nieufność i socjalizacja - ufff - problem. Mogę pisać o naszych problemach i nie zamierzam generalizować, ale mam czasem ochotę polemizować z teoria - socjalizacja, a charakter wrodzony psa i naprawdę wiele bym dała aby móc nauczyć się odpowiedniej "socjalizacji psa" - tu wielki ukłon o rady do Ani Kusal (hodowla 'Shadow White')
Zanim kupiliśmy Kesi byliśmy z wizytą w hodowli trzy razy, za czwartym razem dopiero zabraliśmy ją do domu. Jeździliśmy, aby poznać małą, nawiązać kontakt oraz poznać hodowlę i dorosłe psy. Za każdym razem spotykaliśmy obcych ludzi w hodowli - hodowczyni Kesi jest doradcą hodowlanym w grzywaczach - dorosłe psy i szczeniaki biegały "wolno" po ogrodzie, były ufne, wesołe i przyjacielskie. Bez problemów nawiązywały kontakty z przyjezdnymi. Bardzo to mi się podobało - zawsze zwracałam uwagę na kontaktowość szczeniaków. Kesi tez była takim szczeniakiem - brałam ją bez problemów na ręce - nie okazywała bojaźliwości, cieszyło mnie to. Jednak po odbiorze i przyjeździe do domu okazała się jednak szczeniakiem nieufnym do obcych - w domu było wszystko w porządku, baaaaaaardzo szybko zaaklimatyzowała się i zaakceptowała towarzystwo starszych suczek. Niemniej jednak na spacerach nie pozwalała podchodzić do siebie obcym ludziom, kuliła ogonek pod siebie, zdradzała ochotę do ucieczki przed ludźmi. Zaznaczam, że wbrew kwarantannie wyprowadzałam małą na dwór - był czerwiec a ona miała już 11 tydzień - bałam się więc czekać i trzymać szczeniaka w domu aby "nie zdziczał" z braku kontaktu ze światem zewnętrznym. Wychodziłam na spacery, mogła biegać ze znanymi psami, chodziłam specjalnie i przesiadywałam na przystankach autobusowych aby poznawała świat i ludzi, zabierałam do pracy, jeździłam towarzysko na wystawy - i cóż nie mogę pochwalić się poprawą charakteru Kesi - jest nieufna i boi się ludzi. Nie doznała krzywdy od nikogo, nie nosiłam jej bez przerwy na rączkach, starałam się traktować jak normalnego psa / nie zabawkę na raczki/. Stosowane było "pozytywne wzmocnienie" - nagródki - jednak nie przyjmowane w momencie strachu . Może gdzieś popełniłam błąd, może to taki charakter - sama nie wiem. Jak kogoś pozna i zaakceptuje to jest miła, wesoła, przyjacielska, daje się głaskać i pieścić. Np. u weta - nawet nieznajomego - nie ma problemu, daje się pooglądać, podotykać itp., ale największy strach / nie miejcie jednak wrażenia, że to jakiś paniczny strach - po prostu ona omija ludzi lub cofa się, podkula ogonek, nie okazuje radości na widok obcych ludzi, nie jest po prostu miłym wesołym szczeniaczkiem, który kocha i akceptuje wszystkich / ma w stosunku do nieznajomych na ulicy / no i niektórych sędziów. To zachowanie martwi mnie, zwłaszcza, że chciałabym jednak trochę pojeździć na wystawy z Kesi, a takie zachowanie wcale nie jest atutem na wystawie.
Przypomniałam sobie jednak coś -jeszcze z czasów jak Kesi była w hodowli. W porównaniu do pozostałych szczeniaków Kesi była najbardziej samodzielna i taka "Zosia - samosia" - owszem - przychodziła, biegała , cieszyła się, ale zaraz potem oddalała się w poszukiwaniu jakiegoś zajęcia - a to patyczek, a to kopała dziurkę w ziemi, itp. Hodowczyni mówiła, że jest najbardziej zmyślna ze szczeniaków - np. pierwsza i jedyna jako 6 tyg. szczeniak opanowała wyłażenie z kojca - po szczebelkach / jak "malpa" tak to okresliła hodowczyni / i musiano uciekać się do najróżniejszych sposobów aby zabezpieczyć kojec przed Kesi, która wyłaziła i urządzała sobie wycieczki po domu i ogrodzie.
Grzywacze mają jeszcze jedną cechę - wymagają stanowczości. Świetnie potrafią wykorzystywać naszą słabość - jeżeli im się pozwoli na histerie to bardzo szybko to łapią jako sposób na ucieczkę od rzeczy, których sobie nie życzą - w takich momentach trzeba być stanowczym i nie ulegać małym terrorystom. To wiem z własnego doświadczenia - zwłaszcza przy zabiegach pielęgnacyjnych. Świetnie się przyzwyczajają do zabiegów, ale jak tylko by się im odpuściło i uległo to koniec - histeria!
Strasznie się rozpisałam i jak teraz czytam to trochę chaotycznie, ale może cos z tego zrozumiecie.

Marta Chmielewska (hodowla 'Hossa Vija'): Bardzo ważne jest, gdy człowiek decydując się na coś, wie, czego po tym czymś się spodziewać. Kupując stafika wiedziałam, że pies ten będzie budził lęk, że może mieć charakter dominujący i wiele innych szalenie dobrych rad. Na szczęście w przypadku mojej suni okazała się idealnym przedstawicielem rasy pod względem psychicznym (i nie tylko).
Przy wyborze chińczyka wiedziałam, że jest psem do towarzystwa. To wszystko. Dlatego jej zachowanie, cechy były czymś zupełnie nowym. Przeczytałam, że szybko się uczy (zapomnieli dodać, że tylko tego co chce i za cos), że lubi dzieci (Pola owszem, da się przytulić, ale nie jest cierpliwa i nie raz goniła 3 - letnią wtedy Zuzie po całym mieszkaniu i szczypała ją po pupie), że jest nieufna (unika dotyku wszystkich poza rodzina i dobrymi znajomymi), że jest psem niekłopotliwym pod względem higieny (wyciskanie zaskórniaków jest niestety ponad moje siły, podobnie nie jestem w stanie depilować psa woskiem, a wiem, że niektórzy tak robią), że trzeba kremować i ubierać (to akurat nie problem). Nie miałam pojęcia, że ma histeryczny charakter, że trzeba golić (poważnie), że jest psem tak zwinnym i szybkim (wyścigi chińczyków to rewelacyjny pomysł!!!), miło zaskoczyła mnie jej nie szczekliwość, przyjemny dotyk skóry, uwielbienie dla pościeli (najlepszy kompan do długiego spania). Nie miałam pojęcia o tym, że tak dużo samców posikuje w domu - dowiedziałam się dopiero z tych wypowiedzi (cenna uwaga). Nie spodziewałam się też, że takie wrażenie zrobi na ulicy. Jestem przyzwyczajona do tego, że wychodzę z psami wszędzie gdzie tylko mogę, ale to co się działo na dworze, gdy zabierałam wszystkie trzy suczydła przeszło moje najśmielsze oczekiwanie. Te okrzyki, piski, gwizdy, komentarze, trąbienie, wszyscy chcą dotknąć, każdy pyta co to za rasa, niektórzy mi grozili, bo się nad psem znęcam, wyśmiewali, że jestem wariatka i psa gole, można ksiazkę napisać i chyba niektórzy wiedza o czym mówię. Z jednej strony zabawne, z drugiej bywa bardzo męczące. O tym tez nie wiedziałam.

Anna Kusal (hodowla 'Shadow White'): Jak wiadomo, różne rasy i rodzaje psów uczą się przy użyciu rozmaitych bodźców, pozytywnych i negatywnych. Są rasy, które mają dużą odporność na zastosowanie bodźców negatywnych i nie zniechęcają się nimi do dalszej pracy (vide owaczarki niemieckie świetnie szkolone na kolczatki i wrzaski, zapatrzone we właścicieli jak w obrazki i bezdennie posłuszne), są takie, przy których taki sposób prowadzenia się nie sprawdza. Zatną się w sobie na amen i nici z jakiegokolwiek szkolenia (vide dalmatyńczyki czy psy pierwotne, dzięki czemu dostają łatkę kretynów). Są psy odporne i miękkie. Ja kupując grzywacza, miałam już w domu dwa szkolone psy i byłam bardzo ciekawa, jak będzie uczył się grzywacz.
Pierwsze, co odkryłam u Kamilki, to wrodzony aport. Jako, ze nie wyobrażam sobie Grucy (hodowczyni) szkolącej stado szczeniaczków za pomocą klikera, mniemam, iż ten dar u Kamilki jest darem czysto wrodzonym. Ano rzuciłam piłeczkę, a psina poleciała i wzięła w zęby, a następnie zwróciła się do mnie i przy pomocy radosnych moich kwików i podskoków doniosła prosto do mnie i oddała mi do ręki. Aport to olbrzymia broń w szkoleniu, psy szkolone do współpracy z człowiekiem muszą mieć ten naturalny aport, ale ja się nie spodziewałam zupełnie znaleźć go w ozdóbce.
Kolejna rzecz, jaka zaskoczyła mnie Kamilka, to nagrody potrzebne do szkolenia. Nagroda w szkoleniu powinno być to, co dla psa jest wartościowe. Dla mojego CTR-a i Dalmatynki bylo to żarcie. Dla Kamilki przez długi czas wystarczającym motorem do pracy z nią była moja uwaga i cały zestaw radosnych dźwięków i pochwał. Później, kiedy zrobiło się trudniej, bo wszedł w grę okres, kiedy szczeniak przestaje podążać za przewodnikiem, a zaczyna mieć tendencje do oddalania i zagapiania się w całym świecie, wkroczyły również smakołyki i ów aport, za który moje psiaki zrobią prawie wszystko.
Ja staram się grzywacze wychowywać łagodnie, ale konsekwentnie - konsekwentnie, tzn. jeśli np. wołam, a pies pozostaje "głuchy" to nie rezygnuje, ale będę odbiegać, piszczeć i robić 1000 innych rzeczy, aby pies CHCIAŁ do mnie przyjść, bo jestem atrakcyjniejsza od otoczenia, a tym samym moja komenda i mój autorytet się wzmacnia. Bo grzywek to trochę taki niepoważny dzieciak. Z nim nie da się surowo i na siłę, bo to pies wrażliwy. Inteligencja grzywacza jest ogromna - szybkość kojarzenia, zapamiętywania, znajdowania różnych rozwiązań,jest ogromna, ale kluczem do współpracy jest moim zdaniem właśnie to, aby właściciel był fajny i ciekawy, aby pies sam chciał z nim współpracować, wtedy z grzywaczem można konie kraść!!!
Pamiętliwość grzywka względem niemiłych sytuacji jest straszliwa - pierwsze niemiłe doświadczenie mojej Kamilki - dziabnięcie przez owczarka niemieckiego - zaowocowało niestety wściekła niechęcią do całej rzeszy ON-ów i ON-owatych. Moją bronią w tym przypadku okazało się kamienne przywołanie i oczy dookoła głowy- jak widzę ON-a, to wołam i przypinam na smycz, albo zajmuje ja czymć fajowym, bo jak nie, to wiem, że ona poleci i go oszczeka. On zwieje, ona wróci dumna jak paw i tym chętniej pogoni następnego ON-a.
Większość grzywaczy, to psy podchodzące do obcych z dystansem - tutaj jest cały wachlarz tych dystansowych reakcji, od podejścia niuchnięcia i pójścia dalej, poprzez ignorowanie do oszczekania włącznie (to w tym kontekście wspominałam o szczekliwości). Akurat Kamilka jest wprost przeciwna, gdyż wszystkich kocha i chętnie włazi gościom na ręce, Wenetzja jest modelowym olewaczem, natomiast Shadow z zaburzoną socjalizacją na widok ludzi obcych długo chował się za mnie, z paniczną ucieczką przy próbie dotkniecią włącznie. Dzieci bał się straszliwie, bo to małe, hałaśliwe i nieprzewidywalne. Kiedy nabrał pewności siebie, szczeknął na dziecko. Dziecko się spłoszyło i zaczął się rodzić kolejny szkodliwy nawyk, takie "jak naszczekam to ucieknie". Wyleczyłam sytuację za pomocą złapania na dworzu gromadki dzieciaków i wielu garści przysmaków. Prosiłam dzieci, aby nie zwracając uwagi na jego szczekania rozrzucały przysmaki coraz bliżej siebie, aż wreszcie Shadow się przełamał i rozciągając się prawie na płask przyjął smakołyk z ręki dziecka, odskoczył na trzy metry, zjadł i wrócił po następny. Dzieci miały radochę a Shadow się oswoił. Teraz mam problem taki, że doszedł do wniosku, że mężczyźni chodzący wieczorem są niebezpieczni. Tylko, że to naprawdę problem, bo zazwyczaj jak na jakiegoś drągala wyskakuje mały łysy facecik do polowy łydki ubrany w bluzę z kapturem z literka "K" na grzbiecie i czapką z daszkiem (wyjściowe ubranko Shadow`a ;) ) i poszczekuje piskliwym falsetem, to taki drągal ze śmiechu trzyma się za brzuch i psu się to wzmacnia, bo grzywki zazwyczaj uwielbiają być w centrum uwagi i Shadow nie jest tu wyjątkiem. Ale od tego mamy przywołanie, aby Kura zostawił faceta w spokoju.
Kolejna cecha wielu grzywek, to reagowanie lekko histeryczne na różne niemiłe rzeczy. Ten problem mam często przy strzyżeniu grzywek nie bardzo przyzwyczajonych do tego. Otóż grzywuś włącza wtedy syrenę okrętową. Starczy wtedy zbyt wcześnie odpuścić, aby następnym razem ryczał jeszcze głośniej (to inteligentny pies i szybko się uczy, co działa na jego korzyść). Ja wtedy staram się być delikatna i spokojna, ale uparta jak osioł. Przy wyciu "ogólnym" nie odpuszczam wcale, jak syrena ucichnie, to natychmiast chwale i za chwilkę puszczam. Jeśli widzę objawy narastającego lęku, lekko odsuwam maszynkę i spokojnie coś tam gadam, ale nie wyłączam jej i nie zabieram.
Grzywki bywają nieprzewidywalne i potrafią nas często zaskoczyć. Skaczą po meblach jak koty. Włażą na szafki. Spadają z parapetów. Jak chcą na siebie zwrócić uwagę, to drapią, albo pojękują, albo czego się tam jeszcze nauczyły. Podstawą jest to, że one nas obserwują i wiedzą, co DZIAŁA na nas. Dlatego łatwo zrobić z grzywka potwora. Starczy ulegać jego histerii i litować się nad nim, a będzie bojącym się wszystkiego truchełkiem. Wystarczy chować go przed innymi pieskami, a będzie dzikiem.
Dla mnie grzywek to suma zalet, bo wiem, że w ogólnym rozrachunku to pies, z którym świetnie mi się żyje. Wiem, jakie są słabe punkty charakteru grzywków i co może sprawić, że stanie się uciążliwy dla mnie i dla otoczenia, jednak potrafię to w mniejszym lub większym stopniu wyeliminować lub po prostu nie dopuscić do pojawienia się "przerośnięcia" danej cechy. Co nie znaczy, że moje psy są idealne i nie zdarzy im się wyłamać i zrobić jakiegoś przykrego numeru (obszczekanie, zjedzenie kupy itp.)
W sumie takie dzielenie ogólnego charakteru rasy to trochę rzecz względna. Tak naprawdę kluczem do dobrego doboru pary człowiek - pies jest głębokie spojrzenie w głąb siebie, a potem dopiero przeanalizowanie, czy ten śliczny piesek ma takie cechy, z którymi będzie nam się dobrze żyło. Dla niektórych, grzywacz to byłby pies pełen wad - przylepny, czasami natrętny - dla większości z nas to olbrzymia grzywacza zaleta!!!
Dlatego myślę, że wstępem do kupna psa jest dogłębna analiza tego, czego my oczekujemy od psa, bo związek człowieka z psem zazwyczaj nie jest altruistyczny (chyba, że w porywie serca przygarniamy jakąś sierotę) i kupując psa czegoś byśmy tak od niego chcieli, np. aby się dużo przytulał albo aby po prostu był gdzieś obok, w przeciwnym wypadku czekają nas długie lata obopólnych frustracji.

Agnieszka Mazurek (hodowla 'Artagasamazis'): Ja wiem jedno, wszystko czego oczekiwalam od grzywaczy, dostalam podwójnie.

Daria Krakowczyk (hodowla 'Super Ciapki'): Z doświadczenia wiem,  że podstawowych komend idzie nauczyć chińskiego grzywacza ale dużoooo zależy od wychowania, kiedy to szczeniak jest jeszcze u hodowcy . Szczenięta z naszej hodowli staram nauczyć sie czystości i twierdzę, że nie jest to takie trudne. Wiadomo, że gorzej jest z psami starszymi tak jak z moja Kelly.
Uważam, że należy zastanowić się nad tym jakiego psa tak naprawdę się chce. Wygląd ??!! To nie wszystko !! Albo się chce miłego, wesołego i kochanego pieska, który zawsze przyklei się do Ciebie albo psa który będzie słuchał tylko twoich komend.
Grzywacz jest typowym psem towarzyskim który kocha swojego właściciela nad życie !!!

 


Serdecznie chciałabym podziękować hodowcom i właścicielom chińskich grzywaczy za pozwolenie umieszczenia ich wypowiedzi na łamach tej strony. Bez wątpienia bez tych wypowiedzi nie udałoby mi się w pełni opisać charakteru grzywaczy! Dziękuję!!!


 

Powrót